Apeniny Podróże Trekking Włochy

Castello di Rocca Calascio – średniowieczna forteca pośród wzgórz

Z miasteczka Santo Stefano di Sessanio ruszamy w poszukiwaniu szlaku prowadzącego do zamku Rocca Calascio. Dochodzimy we wskazane w przewodniku miejsce, ale nie widać tu żadnej szlakopodobnej ścieżki. Po dobrych kilku minutach kręcenia się w kółko dostrzegamy wąską, niepozornie wyglądającą dróżkę i podążamy nią mając nadzieję, że to ta właściwa. Idziemy łagodnym zboczem, powoli zdobywając wysokość.

W oddali widoczne Santo Stefano:

DSC_2438

I nasz camping skrajnie z lewej strony, otoczony wianuszkiem drzew:

DSC_2439

Ta część Apenin rzeczywiście przypomina trochę nasze Bieszczady, ale przy bliższym poznaniu okazuje się, że podobieństwo jest tylko pozorne. Przede wszystkim inna jest budowa geologiczna tych gór, zbocza w wielu miejscach usiane są wapiennymi skałami i głazami, a roślinność ze względu na klimat różni się od tej w Polsce. W środku sierpnia trawy porastające zbocza są już spalone słońcem i wysuszone na wiór. Kiedy szłam, wszystko aż chrzęściło i chrupało pod stopami. Gdyby ktoś bezmyślnie wyrzucił tu niedopałek papierosa, to chyba wywołałby katastrofę ekologiczną, bo ogień rozniósłby się w mig. Ten dzień był wyjątkowo upalny, więc postanowiłam, że będę iść w sandałach. Na szczęście byłam na tyle przytomna, że wzięłam ze sobą też kryte buty, bo skończyłoby się na poparzonej skórze i bąblach na stopach. Sądziłam, że jednorazowe posmarowanie się kremem z filtrem załatwi sprawę, ale jak się okazało, nie w tym klimacie i nie przy ciągłej ekspozycji.

Nasz szlak biegnie prosto, grzbietem po prawej stronie. W dole droga, którą również można dostać się do zamku.

DSC_2444

DSC_2442

DSC_2445

A to już za nami. Kolczaste druty to pozostałości po dawnej zagrodzie dla owiec:

DSC_2449

Ostatnie podejście:

DSC_2454

Odwracam się by jeszcze raz spojrzeć na przebytą trasę, a tam niespodzianka, pokazał się nasz jutrzejszy cel :-)

DSC_2457

30% Jura, 70% Bieszczady ;-)

DSC_2458

Z kolei przed nami cel dzisiejszej wycieczki – Castello di Rocca Calascio:

DSC_2461

DSC_2465

DSC_2468

DSC_2469

DSC_2474

Trochę poniżej zamku znajduje się kościół z XVII wieku – Santa Maria della Pietà:

DSC_2487

„Kwiaty” apenińskich połonin, czyli mikołajek płaskolistny, rosnący tu na pęczki. Jest to roślinka z gatunku selerowatych, w Polsce rzadko występująca.

DSC_2488

Zamek jest już rzut beretem, ale zarządzam przerwę na zmianę obuwia, bo stopy mam już bordowe i czuję, że za chwilę wyskoczę z sandałów. Słońce przygrzewa dziś po prostu okrutnie. Wybierając się w te rejony latem, duży zapas wody to podstawa – nie ma gdzie jej później uzupełnić. 

Odpoczywamy chwilę i podziwiamy widoki na cztery strony świata. Co tu dużo pisać, cudnie tu jest i tyle. Jeśli ktoś kocha przestrzeń w górach, tu będzie czuł się jak w raju.

DSC_2489_1

DSC_2492_1

DSC_2493

DSC_2496

Santa Maria della Pietà widziana z podejścia do zamku:

DSC_2499

Rocca Calascio – osiemnaste Orle Gniazdo, delegatura w Apeninach ;-)

DSC_2501

DSC_2506

Licząca ponad 1000 lat Rocca Calascio znajduje się na wysokości 1460 m npm i jest najwyżej położoną fortecą w Apeninach. Zamek wybudowano z myślą o wojsku, nigdy nie był on siedzibą szlachty. Nigdy również nie był „testowany” w bitwie, za to doznał poważnego uszczerbku podczas silnego trzęsienia ziemi w 1461 roku, podobnie jak położone niżej miasteczko Calascio. Niestety, zamek w przeciwieństwie do miejscowości nie został odbudowany. Położenie i wygląd fortecy sprawiają, że niejednokrotnie służyła ona za plan filmowy (kręcono tu sceny m.in. do filmu Imię Róży).

Schodząc na druga stronę, poniżej ruin zamku, możemy posilić się i odpocząć w schronisku Rifugio della Rocca.

DSC_2522

DSC_2526

DSC_2528

DSC_2530

DSC_2534

I z powrotem w stronę kościoła, gdzie zatrzymujemy się i obmyślamy dalszą drogę.

DSC_2537

DSC_2500

Podchodzimy na bezimienne wzgórze z krzyżem i badamy wzrokiem okolice:

DSC_2539

Nie mamy ochoty wracać tą samą trasą, ani szutrową drogą biegnącą w dole, po drugiej stronie wzgórza. Żeby trochę urozmaicić sobie powrót, postanawiamy obniżyć się do wspomnianej drogi i podejść na równolegle biegnący grzbiet, którym bez problemu powinniśmy dojść w pobliże campingu.

Zamek i kościół już het za nami:

DSC_2542

I już po drugiej stronie drogi, na sąsiedniej połoninie. Na horyzoncie widoczna Rocca Calascio.

DSC_2544

Upał cały czas daje się we znaki, a brak szlaku nie ułatwia sprawy, ale nic to, dla takich widoków warto się pomęczyć. 

DSC_2545

DSC_2546

Jak widać nie jest to taki zupełny off road. Po drodze mijamy ruiny zabudowań, fragment utwardzonej drogi i liczne pasterskie ścieżki świadczące o tym, że treny te są wykorzystywane pod wypas bydła.

I tak sobie drepczemy i podziwiamy, aż znowu na horyzoncie pojawia się on. Corno Grande, samotny, wapienny szczyt o dolomitowej sylwetce w połączeniu z łagodnymi kształtami połonin robi naprawdę duże wrażenie. Natura to jednak najzdolniejszy architekt :-)

DSC_2548

Wypłynąłem na suchego przestwór oceanu… Płyniemy dalej i my ;-)

DSC_2552

DSC_2554

DSC_2557

DSC_2558

DSC_2561

Będąc mniej więcej na wysokości Santo Stefano zaczynamy schodzić, trafiając po drodze na taki oto budyneczek:

DSC_2562

Kapliczka wtopiona w zbocze, pośrodku niczego, bez żadnych oznaczeń i szlakowskazów. Włosi to mają fantazję :-) Jak dobrze, że poszliśmy własną ścieżką, a nie nudną, zakurzona drogą.

DSC_2564

Oczywiście powrót na camping  nie był tak szybki jak nam się początkowo wydawało, bo idąc górami w pewnym momencie zaczęliśmy się od niego oddalać, ale ostatecznie udało się znaleźć sensowe zejście.

Szczerze mówić byłam bardzo pozytywnie zaskoczona ta trasą. Początkowo traktowałam ją jako pierwszy z brzegu szlak na rozruszanie kości, a okazała się pełna fantastycznych widoków i wspaniałych zabytków jak Rocca Calascio czy zabudowania Santo Stefano.

 


Korzystaliśmy z przewodnika „Apeniny Środkowe”  S. Haines, wyd. Sklep Podróżnika.

 

You Might Also Like

Common phrases by theidioms.com