Alpy Grupa Schobera Pies na szlaku Trekking Wycieczki

Neualplseen – szmaragd w koronie Grupy Schobera

Zazwyczaj górskie trasy planujemy tak, by dostarczały pewnej dawki adrenaliny, albo przynajmniej były interesujące. Tym razem wszelkie extrema musieliśmy wybić sobie z głowy, ale żeby nie zanudzić się na śmierć, postanowiliśmy wybierać szlaki oferujące piękne widoki. Zgodnie z tą myślą, tego dnia za cel wycieczki obraliśmy grupę jeziorek polodowcowych Neualplseen w Grupie Schobera.

Szlak startuje niedaleko schroniska Zettersfeldhütte. Od samego początku towarzyszy nam kapitalny widok na Dolomity Lienzkie i samo Lienz, leżące daleko w dole. Miasto jest na tyle ciasno otoczone górami, że w ciągu dnia chyba przez niewiele godzin gości tu słońce. Dolomitowe, poszarpane turnie tworzą dość mroczny klimat. Tymczasem mamy do wykorzystania słoneczny, wrześniowy dzień, ruszamy więc by nie tracić czasu. 

Na samym starcie dochodzi do nieprzyjemnego wydarzenia, Fibi zalicza spotkanie pierwszego stopnia z pastuchem elektrycznym. Przysiadamy na trochę aby dać psu ochłonąć i sprawdzić czy wszystko jest ok. Na szczęście nic się nie stało, a młoda na widok smaczków szybko zapomina o całej sprawie. Później kilkukrotnie natknęliśmy się na tablice, które nakazywały trzymanie psów na smyczy, a dzieci pod kontrolą, ponieważ krowy mogą atakować w obronie młodych. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam w górach. Choćby w Dolomitach, gdzie krowy są wpisane na stałe w górski krajobraz, nigdy nie widziałam tego typu ostrzeżeń, ani by ogrodzenie było pod napięciem. Krowy chadzały sobie samopas i generalnie nikt nie robił z tego wielkiego halo. Niezależnie od tego nie ignorujemy tych znaków, a po ostatniej przygodzie ze stadem koni, staramy się dodatkowo zachować dystans… ;-)

DSC_9347

DSC_9351

DSC_9357

DSC_9360

DSC_9388

Jednak cóż to by była za wycieczka w góry bez wejścia, na choćby malutki, szczyt? Na ratunek przychodzi nam Goiselemandl (2433 m npm), górka łagodna, niepozorna, a niewiele niższa od naszych Rysów. 

DSC_9391

Na szczycie Goiselemandl. Za chwilę będziemy dreptać ścieżką widoczną w tle.

DSC_9416

DSC_9397

DSC_9424

Spojrzenie wstecz na Goiselemandl.

DSC_9433

Turyści nadchodzący z naprzeciwka stwarzają dobrą okazję do ćwiczeń z psem. Ćwiczymy mijanki na szlaku, spokojne czekanie i przepuszczanie ludzi i niereagowanie, gdy ktoś z znienacka pojawi się na horyzoncie. Każde poprawne zachowanie nagradzamy smaczkiem, a Fibs w nietypowych sytuacjach zaczyna czuć się coraz swobodniej.

DSC_9435

DSC_9444

DSC_9449

Po niedługim czasie osiągamy cel wycieczki. Neualplseen tworzy sześć jeziorek: dwa duże i cztery mniejsze. Kiedy oglądałam zdjęcia z tego miejsca, krajobraz przypominał mi nieco grenlandzkie pustkowia usiane oczkami wodnymi. Tu jest zdecydowanie bardziej górzyście, ale rzeczywiście można dostrzec pewne podobieństwa. Godzina jest już mocno popołudniowa, więc mamy całe pojezierze dla siebie. W Tatrach, w słoneczny weekend w rejonie górskich jezior, o takich pustkach można pomarzyć. A będąc przy jeziorach, naturalnie nasunęło nam się skojarzenie z Doliną Pięciu Stawów Polskich. Jednak wybacz Piątko, jak cię uwielbiam, tak po dzisiejszej wycieczce muszę przyznać, że tu jednak odrobinę bardziej mi się podoba :oops: Zresztą zobaczcie sami.

DSC_9453

DSC_9470

DSC_9473

DSC_9484

DSC_9487

DSC_9500

DSC_9506_1

DSC_9514

DSC_9518

DSC_9522

DSC_9524

DSC_9528

W centrum kadru Goiselemandl, od którego odchodzi długa grań – tędy przyszliśmy. Wracamy równoległym szlakiem biegnącym doliną, który łączy się z tym pierwszym po drugiej stronie góry.

DSC_9529

DSC_9531

DSC_9533

A tu kolejna tabliczka z ostrzeżeniem. Fibs niepocieszona, bo nie może hasać luzem, za to my cały czuwamy, bo nigdy nie wiadomo skąd przypuści atak szalona krowa :roll: ;-)

DSC_9537

DSC_9541

DSC_9542

DSC_9552

DSC_9553

DSC_9556

DSC_9557

DSC_9561

Obczajamy wschodnią część Schobergruppe ;-)

DSC_9584

DSC_9591

Ten wzrok mówi wszystko, co psia osoba sądzi o moim pomyśle na pozowanie na kamieniu.:-P

DSC_9598

DSC_9599

DSC_9615_1

Spragnionych napoić.

 

DSC_9620

DSC_9623

Cóż, nie zawsze tam gdzie najwyżej jest też najpiękniej, ale zazwyczaj to właśnie tam ciągnie nas duch przygody. Często nieatrakcyjność szczytu rekompensuje satysfakcja z pokonania trudnej trasy, czy uroda drogi wspinaczkowej. A jeszcze częściej po prostu wabią nas liczby i wygrywa ten najwyższy. Czasem jednak warto zatrzymać się i poszukać tego piękna w mniej oczywistych miejscach. Nauczyły mnie tego kontuzje – najpierw Sebastiana, teraz moja własna, które wymusiły poszukiwania interesujących miejsc na miarę naszych możliwości, daleko od adrenaliny i niebezpieczeństw. Dzięki temu na nowo odkryłam Beskidy, a już kompletnie wsiąkłam w Beskid Niski, który z nich wszystkich jest przecież najłagodniejszy.

Trasę mogę śmiało polecić wszystkim, którzy planują odwiedzić Grupę Schobera. Brak tu jakichkolwiek trudności, ale widokowo jest to naprawdę ekstraklasa. Świetnie nadaje się na dzień restowy, ale można ją również rozbudować o bardziej wymagające warianty, jak np. wejście na szczyty górujące nad jeziorkami – Schleinitz i Sattelkopfe via ferratą. 

 

You Might Also Like

Common phrases by theidioms.com